Bielenda, MultiEssence 4w1, Esencja do twarzy, cera mieszana

Ostatnio Bielenda bardzo pozytywnie mnie zaskakuje. Marka, która do niedawna tworzyła raczej przeciętne kosmetyki wsłuchała się w potrzeby i najnowsze trendy, tworząc produkty wyjątkowe – skupiając się na maksymalnym dopracowaniu składów lub inspirując na przykład azjatyckimi rytuałami pielęgnacji. Przykładem może być słynne już chyba Mezo serum z kwasem migdałowym oraz dzisiejsza esencja – kosmetyki pozytywnie oceniane przez wiele kobiet. A jak można ją stosować? Na wiele sposobów!

Bielenda, Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy do cery mieszanej

“Innowacyjne rozwiązanie technologiczne do pielęgnacji i kondycjonowania skóry, wykorzystujące dobroczynny filtrat drożdżowy. Esencja skutecznie doczyszcza, odświeża i rozświetla cerę, zamyka
wilgoć w skórze. Płynna konsystencja doskonale wtapia się w skórę –
czuć, że skóra pije kosmetyk. Nie klei się i szybko się wchłania. Cera odzyskuje swoje naturalne piękno – jest gładka, jędrna, matowa, pełna witalności, doskonale nawilżona.

Istnieją trzy wersje esencji: do cery dojrzałej, mieszanej oraz suchej i wrażliwej.”

Niepozorna butelka z plastiku posiada wygodny, mocny korek. Kolorystyka jest niesamowita – choć sama esencja jest przezroczysta, mamy wrażenie miętowego orzeźwienia, a to dzięki kolorowej etykiecie (od strony wewnętrznej). Inne wersje też wyróżniają się kolorem: esencja do cery dojrzałej jest fioletowa, natomiast do cery suchej i wrażliwej – różowa. Dzięki temu zabiegowi produkty łatwo odróżnić.

Skład: woda, filtrat drożdżowy (bogaty w uzyskane w procesie fermentacji minerały, witaminy i
aminokwasy, zwiększa poziom nawilżenia skóry, poprawia
sprężystość i elastyczność, rewitalizuje, dodaje skórze witalności), gliceryna (nawilża, zatrzymuje wilgoć w skórze), niacynamid (jeden z moich ulubionych składników, wit. B3, zwęża pory, reguluje sebum, matuje, rozjaśnia skórę), panthenol (prowitamina B5, łagodzi podrażnienia, zmniejsza zaczerwienienia), kwas hialuronowy (nawilża, ujędrnia), kwas glikolowy (złuszcza naskórek, stymuluje procesy naprawcze, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery), mleczan sodu (nawilża, zmiękcza warstwę rogową naskórka, w wyższych stężeniach złuszcza i oczyszcza), alantoina (łagodzi podrażnienia, koi, przyspiesza regenerację), Polysorbate 20 (emulgator, detergent, oczyszcza), Disodium EDTA (konserwant), Phenoxyethanol (kontrowersyjny konserwant, zakazany w Japonii, lepiej nie używać w ciąży), Ethylhexylglycerin (konserwant, humektant, może podrażniać oczy), Sodium Dehydroacetate (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (składnik kompozycji zapachowej, alergen), Hexyl Cinnamal (składnik kompozycji zapachowej, imituje jaśmin, alergen), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, imituje konwalię, alergen).

Początek składu zachwyca, same świetne substancje, jakże cenne dla skóry mieszanej czy nawet tłustej. Nawilżające, zmiękczające grubą warstwę naskórka, złuszczające i regulujące wydzielanie sebum. Większość z nich znam bardzo dobrze z własnoręcznego kręcenia kosmetyków – używałam ich w różnym stężeniu we własnych formułach i znam ich działanie na moją skórę. Gdyby nie kontrowersyjne konserwanty można by się pokusić o nazwanie składu idealnym, ale już teraz nie jest źle. W końcu nie jest to kosmetyk naturalny, a łatwo dostępny w większości drogerii i dość tani. Kosztuje 12-15zł/200ml.

Esencja ma postać przezroczystego płynu o mocnym, przyjemnym zapachu. Kojarzy mi się z morską bryzą, jest lekki i odświeżający, trochę perfumowany, na pewno nie naturalny. Utrzymuje się jakiś czas na skórze. Producent zaleca stosowanie produktu podobnie jak tonik: zwilżyć wacik esencją i nakładać na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i
dekoltu, lekko dociskając
wacik do skóry. Należy pamiętać o omijaniu okolic oczu. Nie trzeba jej spłukiwać. Esencję można stosować rano i wieczorem lub w ciągu dnia jako zabieg
odświeżający.

Osobiście najbardziej lubię nakładać esencję po oczyszczeniu skóry wieczorem. Wtedy mam czas na rytuały, dokładne przykładanie wacika do skóry, nie spieszę się. Czasem produktu używam po toniku, czasem zamiast niego, ponieważ w tej roli również dobrze się sprawdza. Nie zdarzyło mi się oczyszczać nią skóry, choć producent zapewnia, że działa jak mleczko – zawsze stosuję ją już na oczyszczoną skórę, jako kolejny krok pielęgnacji, szkoda mi tak fajnego składu na zmywanie. Bardzo lubię na zwilżoną esencją skórę nakładać serum lub toner (obecnie mam Klairs) – mam wrażenie, że wtedy lepiej nawilżają.
Stosuję esencję również jako okłady lub masksheet – nasączam nią bawełniane maski w płachcie, ponieważ produkt jest świetny do tego typu zabiegu, ale należy bardzo uważać na okolice oczu. Trzeba się również liczyć z tym, że skóra po takim zabiegu może się czasem lekko złuszczać nawet przez kilka dni, dlatego wymaga mocnego nawilżania i cierpliwości – złuszczanie nie jest normą i zależy od aktualnego stanu cery. Dzięki masce w 10, góra 15 minut, funduję skórze odświeżenie, oczyszczanie i reguluję wydzielanie sebum, przy czym kosmetyk nie wysusza cery, choć czasem lekko ją ściąga (uczucie od razu po zabiegu, znika po ok. 30 min.). Najważniejsze, że pięknie rozjaśnia, nawilża, przymyka pory i dodaje blasku. Cera nabiera jednolitego kolorytu, wygładza się i jest mięciutka w dotyku – czasem od razu, czasem dopiero po kilku dniach, jak już się złuszczy “nadmiar” martwych komórek.
Nigdy nie robię jednak okładów jeśli mam podrażnienia lub otwarte ranki – w tych miejscach szczypie lub piecze, tak samo jest również podczas przykładania wacików, dlatego esencję stosuję tylko na zdrową skórę. Za pierwszym razem zresztą zafundowała mi lekkie zaczerwienienie, ale skóra szybko się przyzwyczaiła, ponieważ za drugim już wszystko było w porządku.

Multiwitaminowa esencja Bielendy ma bardzo przemyślany skład pod kątem skóry mieszanej i tłustej. Stosowana regularnie daje świetne efekty w postaci zmniejszenia błyszczenia skóry, zwiększa nawilżenie oraz elastyczność, lekko ujędrnia i rozświetla skórę, przez co twarz wygląda na młodszą i zdrowszą. Można więc powiedzieć, że w pewnym sensie działa jak krem, choć na pewno go nie zastąpi. Zauważyłam również, że odkąd ją stosuję pojawia się znacznie mniej wyprysków, zwłaszcza w “te dni”, kiedy hormony szaleją. Nie zostawia lepkiej warstwy i nie zapycha, jednak potrafi sprawić, że łzawią oczy (jeśli zastosujemy ją zbyt blisko oczu, ale to zależy również od indywidualnej wrażliwości) i zapiec na podrażnionej skórze.

A Wy już macie swoją esencję? Jak ją stosujecie?

Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: [email protected]

Jestem tutaj